dom całoroczny
Jeśli marzy Ci się wyjazd, w którym dzieci mają co robić, a Ty naprawdę odpoczywasz (a nie tylko zmieniasz adres chaosu), Willa Natura Anastazewo jest dokładnie po to. To ponad 250 m² prywatnej przestrzeni w środku lasu, 300 metrów od jeziora – wystarczająco blisko cywilizacji, ale wystarczająco daleko od sąsiadów, którym mogłyby przeszkadzać wieczorne piski dzieci, poranne tupotanie i spontaniczne karaoke.
Dom pomieści do 16 osób, więc możesz śmiało zabrać dziadków, przyjaciół z dziećmi albo tę ciocię, która „tylko na chwilę posiedzi z maluchami”. Pięć komfortowych sypialni z dużymi łóżkami, miękką wykładziną, klimatyzacją i Smart TV to nie jest luksus – to gwarancja, że ktoś w końcu się wyśpi. Każdy pokój ma swoją strefę prywatności, co przy większej ekipie bywa na wagę złota (i świętego spokoju).
Dzieciaki mają tutaj swoje królestwo, a nie „kącik w rogu”. Na miejscu czeka pokój zabaw, gry planszowe, piłkarzyki i PlayStation – czyli zestaw ratunkowy na gorszą pogodę, fochy i rodzicielskie „daj mi 20 minut w ciszy”. Las zaczyna się praktycznie za oknem, więc można wypuścić młodszych z nadzorem, starszym dać misję budowania bazy, a samemu usiąść na 70-metrowym tarasie z widokiem na drzewa i kubkiem kawy, która tym razem nie zdąży wystygnąć.
Kiedy dzieci są już wybiegane, wykąpane i względnie szczęśliwe, zaczyna się dorosły etap wyjazdu – prawdziwy odpoczynek. Na tarasie czeka jacuzzi z widokiem na las, idealne na wieczorne „udajemy, że nie słyszymy, że znowu wołają mamę”. Do tego komfortowe leżaki, kojąca cisza i ten rodzaj spokoju, którego nie da się włączyć pilotem. W chłodniejsze wieczory można zrobić rodzinne seanse filmowe, turniej w planszówki albo piłkarzyki – wybór należy do Was.
Trzy przestronne łazienki (w tym jedna z wanną i prysznicem) rozwiązują poranne kolejki, a osobne pomieszczenie z pralką i suszarką to wybawienie, kiedy nagle okazuje się, że ktoś „nie ma już żadnych suchych spodni”. Na miejscu czekają ręczniki i szlafroki, więc możesz pakować walizki z mniejszym stresem i większym luzem.
Willa Natura Anastazewo to miejsce, gdzie dzieci mają przestrzeń do biegania, bawienia się i odkrywania, a dorośli – do złapania oddechu, snu dłuższego niż do 6:30 i spokojnej kawy na tarasie. Idealne na rodzinne spotkania, uroczystości, wspólne wyjazdy z paczką znajomych i wszystkie te chwile, kiedy potrzebujesz oderwać się od miejskiego pośpiechu, ale nie od dzieci. Choć tutaj istnieje całkiem spora szansa, że przynajmniej przez chwilę pobawią się same.
Najmłodsi w Willi Natura Anastazewo nie mają czasu na słowo „nuda”. Zaczyna się niewinnie, od pokoju zabaw, który szybko zmienia się w bazę tajnych misji: są pluszaki do przytulania i prowadzenia bardzo ważnych rozmów, drewniane zabawki do układania torów i konstrukcji, resoraki do wyścigów „kto pierwszy pod stół”, puzzle, gry planszowe i książeczki – w sam raz na wieczorne wyciszenie albo poranny „rodzic, jeszcze pięć minut”. Do tego dochodzi PlayStation, które integruje starszaki i rodziców-ukrytych-fanów gier. Kto przegrywa, ten zmywa kubki po kakao.
Kiedy dzieciom zaczyna brakować ścian, przenoszą się do ogrodu. Tam czeka trampolina, na której można wyładować całą energię po obiedzie, oraz plac zabaw – idealne miejsce na pierwsze znajomości, wspólne budowanie piaskowych „deskorolek” i testowanie odwagi na zjeżdżalni. Rodzice w tym czasie mogą zająć się tym, co na wyjeździe najcenniejsze: spokojną kawą, książką, albo po prostu siedzeniem i patrzeniem w dal, bez konieczności wymyślania atrakcji co 7 minut.
Cały ten zestaw – od piłkarzyków, przez planszówki, po zabawki i ogród – sprawia, że dzieci mają gdzie spożytkować swoją kreatywność i energię o każdej porze dnia i przy każdej pogodzie. A rodzice zyskują coś, czego w codzienności zwykle brakuje: święty spokój z poczuciem, że dzieci są zajęte, zadowolone i dokładnie tam, gdzie powinny być.
Jeśli jedziesz z rodziną, dzień zaczyna się tu dość klasycznie: kawa z ekspresu na tarasie, dzieci znikają w pokoju zabaw, a Ty przez chwilę nie musisz być wodzirejem, animatorem i ochroniarzem w jednym. W środku czekają zabawki, książki, gry planszowe i PlayStation, więc jest spora szansa, że zanim padnie pierwsze „nudzi mi się”, Ty zdążysz spokojnie dopić kawę.
Dla maluchów są łóżeczko turystyczne, krzesełko do karmienia i dziecięce naczynia, więc nie musisz wozić ze sobą połowy domu. Starszaki wciągną się w piłkarzyki, planszówki albo maraton na konsoli, co daje dorosłym cenny czas: na dłuższy prysznic, spokojne ogarnięcie kuchni czy zwykłe posiedzenie w ciszy, której w domu zwykle brakuje. A kiedy zbierzecie się już w komplecie, salon z dużym stołem i wygodnym kompletem wypoczynkowym jest idealny na rodzinne planszówki, film z Netflixa albo wspólne gotowanie w kuchni, w której faktycznie da się coś ugotować dla większej ekipy, zamiast udawać, że „jakoś to będzie”.
Po całym dniu dzieci mogą skończyć zabawę w pokoju gier, a dorośli przenieść się do swojej strefy relaksu: jacuzzi pod gołym niebem, taras z widokiem na las, wieczorne siedzenie przy grillu gazowym, bez walki z rozpałką i dymem w oczach. Dom daje też komfortową przestrzeń na chwilowe „rozdzielenie sił”: ktoś idzie z dziećmi do pokoju zabaw, ktoś inny w tym czasie odpala relaks w jacuzzi albo chowa się w sypialni z miękką wykładziną i pilotem do Smart TV.
Jest tu wystarczająco miejsca, żeby być razem, ale się nie męczyć swoją obecnością. Wspólne śniadania, rodzinne kolacje, planszówkowe wieczory – tak. Ale też wieczorne rozmowy dorosłych na tarasie, kiedy dzieci już śpią za ścianą, a Ty pierwszy raz od dawna masz poczucie, że na wyjeździe naprawdę odpoczywasz, zamiast tylko zmienić adres swojego codziennego chaosu.
Skorzystaj z kuchnii - nowoczesnej, porządnie wyposażonej, gotowej na śniadania o świcie, obiady po całym dniu na świeżym powietrzu i kolacje, które dziwnie się przeciągają, gdy dzieci wreszcie zasną.
Do dyspozycji macie wszystko, czego realnie używa się na co dzień: płytę grzewczą, piekarnik, mikrofalę, lodówkę z zamrażalnikiem (na lody, mrożonki i „awaryjne frytki”), zmywarkę, zestaw garnków, patelni, naczyń, sztućców i szkła. Czyli nie trzeba pakować dodatkowej torby „kuchennej”, a organizacja posiłków przestaje być projektem logistycznym. Po prostu robicie zakupy po drodze, przywozicie ulubione produkty dzieci i gotujecie po swojemu – tak jak w domu, tylko w ładniejszej scenerii.
Poranne życie ratuje ekspres do kawy z ziarnami w pakiecie i czajnik elektryczny – rodzic ma kofeinę na start, dziecko kakao w swoim tempie, nikt nie musi stać w kolejce po śniadanie na godzinę 8:00. Można wstać później, można jeść w piżamie, można zrobić trzy różne śniadania, jeśli każdy ma inny pomysł na życie. To jest ten rodzaj elastyczności, który naprawdę widać w poziomie rodzinnego spokoju.
Jeśli lubicie wspólne gotowanie, kuchnia sprzyja temu, żeby ktoś kroił, ktoś mieszał, ktoś podjadał, a dzieci „oficjalnie” pomagały. Jest miejsce, jest sprzęt, jest klimat na domową pizzę, naleśnikową sobotę czy makaronową kolację po całym dniu biegania. A jeśli gotować się nie chce – zawsze można postawić na szybkie, proste rzeczy, które ogarnie się w kilka minut i bez miliona misek do mycia.
Organizacja jedzenia to często ten element wyjazdu, który potrafi zmęczyć najbardziej. Tutaj działa to odwrotnie: kuchnia i wyposażenie są po to, żeby odpuścić sobie spiny i listy „co jeszcze trzeba zabrać z domu”. Rodzic ma wygodę i kontrolę nad tym, co ląduje na talerzu, dzieci mają swoje sprawdzone smaki, a cała rodzina – spokojniejszą głowę i więcej czasu na odpoczynek zamiast kombinowania „gdzie dziś jemy i czy znowu będzie frytkowo”.
{{ rooms_status }}
Maks: {{ room.adults_html }} dorosłych lub dzieci (śpiących osobno) + {{ room.all_children_html }} {{ room.all_children_html == 1 ? 'małe dziecko' : 'małych dzieci' }}